Wielka Wojna Ojczyźniania

Prolog - Operacja Gloria Victis
Godai

8 czerwca, tajna podziemna baza Opsych pod zarządem V 1806, Lasy Chojnowskie

Pod koniec 2055 roku Wielka Rzeczpospolita była u szczytu swojej potęgi gospodarczej, politycznej i militarnej. Dwa miliardy obywateli, prowincje na czterech kontynentach, bazy na Księżycu i Marsie, świat u stóp. W jednej chwili cały ten świat legł w gruzach.

- 16 grudnia 2056 roku z układu Syriusza powróciła sonda pilotażowa. Sondy te zawsze poruszały się w głębokiej przestrzeni o kilka milionów kilometrów za okrętami PMG, aby w razie awarii, wypadku, lub innej okoliczności móc przekazać tę informację do baz na Marsie.

- Aż do grudnia ubiegłego roku sytuacja taka nie miała miejsca. Tym razem jednak sonda wróciła, niosąc zapis, który postawił na nogi całe dowództwo PMG i błyskawicznie całego V PKI. Zgodnie z danymi zapisanymi w pamięci sondy lekki okręt zwiadowczy klasy "Masakra", badający okolice układu Syriusza, został bez ostrzeżenia napadnięty i zniszczony. Ani rodzaj użytej broni, ani żadne inne dane na temat ataku nie zachowały się, gdyż zajście odbyło się zbyt szybko, aby komputer-matka na okręcie zdołał przekazać dane do sondy.

- 2 stycznia 2057 roku Zjednoczone Dowództwo Polskich Sił Zbrojnych podjęło decyzję o wysłaniu w głęboką przestrzeń głównych sił uderzeniowych Armii Mars, celem zbadania zagrożenia i jego powstrzymania, gdyby zaszła taka konieczność.

- 7 kwietnia 2057 roku przy użyciu broni wykorzystującej technologię nieznaną polskiej nauce, wrogowie z Syriusza dokonali zdradzieckiej i gwałtownej napaści na nasz rodzimy układ gwiezdny i zniszczyli w całości planetę Mars, z takim trudem odbudowaną przez polskich inżynierów zaledwie trzy lata wcześniej. Zniszczeniu uległa większość pozostałych formacji Armii Mars.

- 9 kwietnia 2057 roku najeźdźcy, określani od tej pory mianem Psów, z racji pochodzenia, wkroczyli na teren Układu Słonecznego naruszając Polską Przestrzeń Gwiezdną i dokonując jawnego, agresywnego napadu na niepodległe obszary należące do Wielkiej Rzeczpospolitej.

- Komendant za pulpitem przerwał na moment i powiódł wzrokiem po zebranych. Na sali panowała kompletna cisza. Wypełniało ją kilkadziesiąt osób, zarówno kobiet jak i mężczyzn, w różnym wieku i różnej rangi, należących do wielości formacji Korpusu. Pośród czarnych mundurów logistyki błyskały metaliczne skafandry szturmowe, pyszniły się biało-czerwonymi lampasami kombinezony pilotów MECHa, gdzieniegdzie nawet pomarańczowe kurtki pilotów kosmicznych.

Komendant sam ubrany był w czarny mundur wojsk logistycznych, z charakterystycznym długim płaszczem, którymi wyróżniali się Tancerze Umysłu. Na jego rękawach, obok insygniów V PKI pyszniło się wszystkowiedzące Oko Ozyrysa, symbol operacji psychologicznych. Na pulpicie położył płaski, czarny kapelusz. Gdy go zdejmował, na jego czole zebrani zobaczyli dwa ciemnoczerwone kręgi oparzeń, spowodowane prze elektrody jednej z dziwnych maszyn, jakie BOPsych miał na wyposażeniu. Mężczyzna jeszcze raz powiódł wzrokiem po sali i kontynuował.

- 3 maja, w dniu święta narodowego, główne siły Armii Księżyc starły się w przeważającymi oddziałami wroga ponad atmosferą planety. Mimo bohaterskiego oporu, zaciętej walki i zadania Psom straszliwych strat, siły PMG nie dały rady zatrzymać najeźdźcy i doszło do katastrofalnej w skutkach inwazji agresorów na tereny Macierzy, gdzie natychmiast rozgorzały walki.

- Mimo zaangażowania, doskonałego wyszkolenia i sprzętu oraz godnej podziwu pogardy dla śmierci i miłości do Ojczyzny siły zbrojne V Polskiego Korpusu Inwazyjnego nie zdołały powstrzymać napierającej armii Psów, która w barbarzyńskim pochodzie parła naprzód niszcząc kolejne prowincje i niwecząc dziesięciolecia pracy na rzecz Rodziny Narodów WRP.
- Jako pierwsze poddały się oczywiście Stany Zjednoczone. Bez oddania jednego celnego strzału w stronę agresorów nasi pseudo-sprzymierzeńcy zdezerterowali z pola bitwy, porzucając niechronione przedpole. W dniu 1 czerwca bieżącego roku Sąd Polowy V PKI zaocznie skazał cały naród amerykański na karę śmierci za zbrodnię dezercji.

Komendant przerwał na chwilę i ciężko wciągnął powietrze.

- 3 czerwca bieżącego roku Naczelnik chroniony przez Gwardię Pretoriańską, musiał być ewakuowany ze sztabu głównego do specjalnej Kwatery Kryzysowej. 6 godzin później nieznana jeszcze od strony technologicznej broń Psów zmiotła z powierzchni planety stolicę naszej Ojczyzny, Warszawę. Był to jeden z ostatecznych ciosów, jakie agresorzy mogli nam zadać. W wyniku krwawych starć na wszystkich kontynentach każda możliwa formacja biorąca udział w Wielkiej Wojnie Ojczyźnianej poniosła straszliwe straty. Mimo zadawania wrogom strat równie poważnych, ich siły zdają się nie słabnąć.

- W obliczu całkowitej zagłady świata, jaki znamy, dowódcy ocalałych pododdziałów zostali zebrani na dzisiejszej naradzie. Ci z was, którzy nie mogli przybyć, wezmą udział w telekonferencji - oficer odwrócił się, patrząc na żołnierza, który za jego plecami stukał palcami w klawiaturę. Tamten przelotnie spojrzał na wyższego stopniem i jedynie skinął głową. Przez moment, gdy jego spojrzenie spoczęło na sali, zebrani mogli ujrzeć metaliczną siatkę obwodów scalonych pokrywających je twarz i kark. Dłonie żołnierza ukryte były w dziwacznych rękawicach, z których biegły wiązki kabli, wijących się po podłodze.

Komendant przerwał i jeszcze raz spojrzał na sale. Na twarzach oficerów najbardziej elitarnej jednostki, jaka kiedykolwiek została stworzona na Ziemi widać było ogromne zmęczenie. W ciągu ostatnich miesięcy, jakie minęły od wkroczenia Psów do Układu Słonecznego, aż do tego ponurego popołudnia 21 czerwca, wszyscy z nich przeszli przez piekło. Spora część z nich nie miała już kim dowodzić, albo właśnie dostali rangi oficerskie, ponieważ nie miał kto dowodzić nimi. Wielu z nich nosiło opatrunki, blizny, oparzenia... Stojący za pulpitem komendant ukrywał pod płaszczem rękę unieruchomioną gipsem. Brygadier w mundurze oddziałów zMECHanizowanych siedzący w pierwszym rzędzie miał oko zakryte czarną przepaską, otoczoną przez straszliwe blizny oparzeniowe. Młoda lejtnant w trzecim rzędzie opierała ciężko rękę na kulach, połyskując gipsem na strzaskanej nodze.

Z ognia walki, z rzeki krwi, z krzyku śmierci wynurzały się na tej sali twarze bohaterów. Żołnierzy, ale przede wszystkim Polaków, gotowych umrzeć za swoją Ojczyznę.

Szczeknęła klamka i drzwi do sali otwarły się.

- Powstań! Baczność! - ryknął komendant za pulpitem, przyjmując postawę zasadniczą i salutując. Cała sala poszła za jego przykładem. Mimo wojny, dyscyplina była tym, co trzymało szeregi Korpusu w ryzach.

- Daj spocznij - rozległo się w drzwiach - Dziękuję wam, Komendancie Godai.

Do sali powoli, zmęczonym krokiem, ledwo zauważalnie utykając na prawą nogę wszedł hetman polny magAdan. Miał na sobie prowizorycznie naprawioną bluzę wojsk lądowych, na nogach zaś stalowe buty szturmowca, szczękające i pojękujące sprężarkami przy każdym kroku. Po kilku stopniach wszedł na podwyższenie i zajął miejsce za pulpitem, zwolnione przez komendanta.
- Obywatelki i obywatele oficerowie - powiedział powoli - Wierzę, że znacie już sytuację równie dobrze jak ja, prelekcja komendanta Godai'ego miała na celu jedynie głębiej uświadomić wam kryzys, jaki napotkaliśmy.

- Szacujemy, że V Korpus stracił ok. 70% stanu osobowego. Są to dane szacunkowe, gdyż muszę z żalem zawiadomić, że komendant, hetman Xiądz Biskup, zginął śmiercią żołnierza i bohatera dwie doby temu. Na moich oczach...

Po sali przebiegł cichy szmer. Śmierć, mimo wojny, zwłaszcza śmierć doskonałego żołnierza, zawsze była stratą dla ludzi, którzy byli sobie bliscy niczym rodzina.

Za plecami hetmana powoli zapalały się kolejne monitory, komendant, stojąc tyłem do sali, przyjmował zgłoszenia od jednostek znajdujących się w przyczółkach i szańcach na całej kuli ziemskiej.

Hetman magAdan obrócił się twarzą do ekranu i zasalutował. Kilkanaście żołnierskich postaci na zrobiło to samo. Hetman zwrócił się ponownie w stronę sali.

- Godzinę temu wróciłem z Pomorza. Walki tam obecnie trochę przycichły - wygląda na to, że mamy dwa, może trzy dni, zanim Psy dokonają ostatecznego natarcia. W tej sytuacji, po naradzie z hetmanem Remy'm LeBeau oraz innymi najwyższymi dowódcami V PKI podjęliśmy decyzję o przeprowadzeniu operacji Gloria Victis. Mamy tylko jeden wybór.

Spojrzał na salę. Twarze zgromadzonych, twarze na ekranach, na wszystkich zastygł wyraz oczekiwania.

- Mamy tylko jeden wybór. Wolna Ojczyzna, albo śmierć.

Zapadła cisza.

- Każdy, kto ceni swoje życie bardziej niż Macierz, może wyjść. Za drzwiami czeka oddział żandarmerii, który ma rozkaz bez sądu rozstrzelać każdego za dezercję - hetman powoli wypowiadał te słowa.

Jeden z oficerów w dalszym rzędzie poderwał się na nogi.

- To jest szantaż niegodny honoru oficera! - wrzasnął. Nikt się nie odezwał, nikt nawet nie mrugnął okiem, kiedy jeden z Tancerzy, stojących tyralierą przed podwyższeniem wyciągnął staromodny pistolet na pociski prochowe i strzelił, trafiając mężczyznę w czoło. Ciężkie kroki dwóch kolejnych przetoczyły się po sali, kiedy wynosili ciało.

- Mamy tylko jeden wybór. Wolna Ojczyzna, albo śmierć - powtórzył hetman - Panie i panowie oficerowie, powtarzajcie za mną:

Ślubuję uroczyście, całym życiem służyć wiernie mojej Ojczyźnie, Wielkiej Rzeczypospolitej, Najjaśniejszej Polsce. Chronić i bronić wiernie jej niepodległości i granic. Dać za nią me życie. Służyć z ochotą Naczelnikowi i przełożonym. Zginąć z honorem godnym Żołnierza Polskiego.

Zgromadzeni na sali powtarzali słowa przysięgi, trzymając na piersiach prawe ręce. Gromki głos odbijał się echem od ścian.

- Całość baczność! - wrzasnął komendant Godai - Do hymnu!

Z wielu gardeł naraz, niczym wicher, niczym fala, wyrwał się śpiew.
Jeszcze Polska nie umarła,
kiedy my żyjemy.
Co nam obca moc wydarła,
szablą odbijemy.
Marsz, marsz, Dąbrowski
do Polski z ziemi włoskiej
za Twoim przewodem
złączem się z narodem.

Po korytarzach podziemnego kompleksu przetaczał się echem ten śpiew. Żołnierze spieszący do swych obowiązków, słysząc go przystawali, odkładali swe zajęcia, przyjmowali postawę zasadniczą i włączali się do ogromnego chóru. W parę minut z kilku tysięcy gardeł wyrywała się wielka pieśń. Ostatnia pieśń Żołnierza Polskiego - Naczelnik Honor, Ojczyzna...

Przygotowania do operacji Gloria Victis zostały rozpoczęte.


powrót

 

Hosted by korpusy.org