Wielka Wojna Ojczyźniania
Rozdział 4 - Exodus
Ixer, VoyTass01, Oris, Droożdż
5 maja 2057 roku, Ziemia, Sztab Generalny V Polskiego Korpusu Inwazyjnego
Centrum łączności Sztabu ogarniał charakterystyczny dźwięk działających
komputerów. W półokrągłym pomieszczeniu, wypełnionym po brzegi wszelkiego
rodzaju aparaturą nawigacyjną, przebywało kilku mężczyzn w mundurach Polskiej
Marynarki Gwiezdnej. Po ich twarzach widać było, że nie zaznali snu przez
wiele nocy a w świadomości utrzymują ich tylko hektolitry wypitej kawy.
Pogrążeni w nieustannej pracy, nie zauważyli nawet admirała Catsa wchodzącego
do sali. Dopiero jego pełen nadziei głos wybił ich z głębokiego transu.
- Macie coś?
- Nic, panie admirale - odrzekł jeden z oficerów. - Kompletnie nic.
- Musimy nawiązać jakikolwiek kontakt, żeby przynajmniej dowiedzieć się,
co się tam dzieje. Spróbujcie z jakąś większą jednostką, nie wiem... chociażby
"Piłsudski", "Kłuszyn" czy "Grunwald".
- Próbowaliśmy już na wszystkich częstotliwościach... Te skurwysyny zakłócają
wszystko. Nic się nie da zrobić. Admirał westchnął. Chciałby być teraz
tam, w górze, ze swoimi żołnierzami, dobrze jednak wiedział, że po całkowitym
zablokowaniu łączności i otoczeniu Ziemi przez Psy kordonem ciężkich okrętów
uderzeniowych stało się to niemożliwe. "Potrzeba nam cudu" -
pomyślał. Jego rozmyślania przerwało wejście do sali hetmana polnego magAdana.
Admirał odpowiedział przeczącym kiwnięciem głowy na jego pytające spojrzenie.
- Myśli pan, admirale, że pańscy ludzie wciąż żyją?
- Jestem tego pewien na sto procent... - admirał przerwał na chwilę, wpatrując
się w bliżej nieokreślony punkt. - Na pewno żyją. Muszą żyć.
- Też chciałbym mieć taką nadzieję. Jeżeli żyją, niech opatrzność czuwa
nad nimi...
*****
Pas asteroidów między Ziemią a Jowiszem różnił się od innych tego typu
miejsc w Kosmosie. Poza licznymi, większymi i mniejszymi asteroidami i
odłamkami skalnymi, dookoła unosiły się bezwładnie niezliczone szczątki
okrętów, stacji, zniszczone elementy baz i innej infrastruktury kosmicznej.
Wszystko to dawało razem obraz totalnej destrukcji, jaka miała tu miejsce
zaledwie miesiąc temu. Zagłady, która obaliła wszelkie teorie o wspaniałym,
niezwyciężonym i potężnym imperium, nazywanym Wielką Rzeczpospolitą Polską.
*****
2 stycznia, dnia przełomowego, polski okręt zwiadowczy, zdoławszy jeszcze
wysłać sygnał alarmowy, został zniszczony przez niezidentyfikowany obiekt
latający. Zjednoczone Dowództwo Polskich Sił Zbrojnych pod przewodnictwem
Naczelnika Państwa Polskiego po burzliwych obradach zadecydowało o wysłaniu
głównych sił uderzeniowych Armii Mars, uważanej za szczyt możliwej potęgi,
w celu zbadania i wyeliminowania wszelkich ewentualnych zagrożeń, gdyby
zaszła taka konieczność. Nikt nie przypuszczał wtedy, że kilka miesięcy
później okaże się ona niczym w porównaniu do siły pozaziemskiej, wyższej
cywilizacji. Wydano wyraźny rozkaz natychmiastowego zniszczenia każdej
napotkanej obcej jednostki, która nie zareaguje na pojedyncze wezwanie
do poddania się.
6 stycznia Siły Ekspedycyjne Armii Mars składające się z 12 superciężkich
krążowników klasy Armagedon, czterech Brygad Okrętów Taktycznych, dwóch
Brygad Okrętów Strategicznych, ośmiu Pułków Myśliwców Planetarnych oraz
czterech Pułków Bombowców Planetarnych, wyruszyły w przestrzeń w kierunku
Układu Syriusza. Armia bezproblemowo dotarła do granic Układu. Jedyną
dostrzeżoną anomalią było nieznane pole energetyczne, którego źródło pozostało
niezbadane. Po dokładnym rozpoznaniu przestrzeni została skonstruowana
tymczasowa baza, której zadaniem było dalsze skanowanie Układu w poszukiwaniu
jakichkolwiek śladów obcej cywilizacji. Po miesiącu ciągłych, nie przynoszących
rezultatów patroli Układu zadecydowano o powrocie większej części floty
na teren Polskiego Układu Słonecznego, część sił jednak pozostawiono do
ochrony bazy zwiadowczej.
Dowództwo PMG i całego Korpusu szybko zapomniało o Bazie Syriusz, zapomniano
też o incydencie ze zniszczonym okrętem zwiadowczym, który był powodem
całego zamieszania. Ci sami eksperci, którzy wcześniej upierali się, że
statek został zestrzelony, twierdzili, że przyczyną wybuchu była awaria
napędu jądrowego. Jednak 5 kwietnia sprawa ta ponownie postawiła na nogi
cały sztab. Dokładnie o godzinie 11:24 czasu warszawskiego, kontakt z
Bazą Syriusz został nagle zerwany. W tej samej chwili utracono także łączność
ze wszystkimi jednostkami przebywającymi w okolicach Syriusza. Ostatnia
wiadomość z bazy, o treści "Przyślijcie nowy transport papieru toaletowego,
bo nam się kończy - i żeby dostatecznie miękki był!", pochodziła
z godziny 11:10. Nic wcześniej nie wskazywało na to, że w Układzie Syriusza
dzieje się coś złego. Natychmiast zwołano Nadzwyczajne Zebranie Dowództwa
Polskich Sił Zbrojnych, na którym zarządzono absolutną mobilizację sił
Polskiej Marynarki Gwiezdnej oraz wprowadzono Stan Wyjątkowy w całej Polskiej
Przestrzeni Kosmicznej. By nie wzbudzać paniki, Departament Cenzury nie
dopuścił żadnych informacji o sytuacji w Kosmosie do wiadomości publicznej.
Wysłano sondy zwiadowcze. Wszyscy mieli nadzieję, że coś po prostu zakłóciło
sygnał i polskie jednostki ciągle są w Układzie.
Oczekiwanie na wyniki skanowania przerwał alarm, który rozbrzmiał o godzinie
18:52 w Centrum Kryzysowym PMG na Marsie. Sensory wykryły niezwykle liczną
flotę zmierzającą w kierunku Układu Słonecznego. Flota, emitująca bardzo
silne pole maskujące uniemożliwiające wcześniejsze wykrycie, składała
się z okrętów całkowicie nieznanych polskiej myśli technicznej. Nieznane
było też ich uzbrojenie. Dowództwo PMG podjęło błyskawiczną decyzję o
wysłaniu skoncentrowanych Sił Uderzeniowych Armii Mars naprzeciw obcej
flocie. Dowodzenie nad Armią powierzono hetmanowi polnemu Ixerowi.
6 kwietnia, godzina 1:00
Równomierny szum systemów wymiany powietrza zawsze działał na mnie kojąco.
Niczym morskie fale uderzające powoli o brzeg. Nic tylko spokojnie leżeć
na swojej koi i wsłuchiwać się w... Nagłe wycie syreny i zmiana oświetlenia
była niczym uderzenie młota.
-O ja pierdolę!! - Kurwa, pojebało już ich tam na mostku? Znowu pierdolone
ćwiczenia. Dobra, zapierdalaj Droożdż, myśleć będziesz później. Szybkie
minięcie dwóch sal zaowocowało zebraniem wokół siebie kilku ludzi i wypadnięciem
na płytę lądowiska gdzie wszyscy uwijali się jak w ukropie. Co tu się
dzieje?
Myśliwce "Wściekłych Wróbli" stały po lewej stronie hangaru.
Na miejscu grupa techników już szykowała maszyny do startu, a kapłan jednostki,
Zosiek, udzielał błogosławieństwa kilku pilotom.
-Co jest grane? Znowu jakieś manewry? To już trzeci raz w tym tygodniu.
- Miałem już szczerze dość tego gówna. Coś się wyraźnie szykowało bo gonili
nas jakbyśmy znowu przechodzili unitarkę. Oczywiście nikt nic nie chciał
nam powiedzieć. Pięknie. Zanim Barsztik nie zapił mordy i nie przenieśli
go za biurko zawsze wiedzieliśmy co jest grane. Chujnia.
-Żadne manewry! Przed chwilą był komunikat. Wali na nas obca flota. Rozpierdolili
chłopaków z "Szerszeni", którzy akurat byli na patrolu. - To
stanowczo nie może być prawda. Te dupki może i byli zadufanymi w sobie
kutasami, ale byli niema tak dobrzy jak my. Fajnie. Zaraz się obudzę.
Może się uszczypnąć? Nie działa.
-Dobra panienki! Zapierdalać do maszyn! Żaden pierdolony ufoludek nie
będzie zestrzeliwał naszych kolegów! - Kurde. Nawet podziałało. Nawet
nie mrugnęli na przejście od "tych dupków z Szerszeni" do "kolegów.
Patrząc na taki oddział można być dumnym.
Przestrzeń otworzyła się przed nami jak zwykle porażając swoim ogromem.
Mamy starać się osłaniać "Piłsudskiego". Piętnastu, doskonale
wyszkolonych i zabójczo groźnych maniaków latania. Ufoludki wrócą zaraz
tam skąd przybyły.
-Do wszystkich. Trzymać się razem. Osłaniać się i bez szarżowania. To
ma być czysta robota. Dobra. Nadlatuje pierwsza fala. Do dzieła. - No
to teraz zobaczymy czy są tacy mocni. Kurwa dużo ich.
- Zosiek. Znasz jakąś dobrą modlitwę na okazję ataku kosmitów?
- Hmm. Chyba autorzy Dobrej Księgi nie przewidzieli czegoś takiego. Zresztą
spokojnie. Zaraz krążowniki i niszczyciele łupną to będziemy resztki zbierać.
Ocho zaczynają.
Przestrzeń dosłownie zaiskrzyła się od energii. Działa energetyczne wszystkich
większych jednostek posłały wiązki na spotkanie floty przeciwnika. No
to mogą zmawiać paciorek. Do zderzenia trzy, dwa, jeden.. KURWA!!! Co
jest?
-Uwaga do wszystkich. Lecą dalej. Na nich!
Eskadra z wystudiowaną precyzją runęła na wrogie jednostki i ostrzelała
pierwszy tuzin napastników. Nie pozostawiając na nich najmniejszego śladu.
Oni mają pole siłowe. No to przerąbane. Droożdżu budź się, nie dali ci
dowództwa i żołdu za piękne oczy.
-Wróble! Wciągnąć przeciwnika w walkę kołową! Podejść bliżej i przejść
na mini-pociski! - Jak to nie zadziała to mamy przesrane. No chodź malutki.
Kurwa ale grzeje. Jeszcze kapkę... Jeszcze... Żryj to!
-Iiiiiiiihaaaaaaaa!!!! - Rozległo się na wszystkich kanałach kiedy w końcu
zaliczono pierwsze strącenia. - Do wszystkich eskadr. Strzelać z gaussów!
Dokopiemy dra..tssss - Nagły szum przerwał połączenie.
-Co kurwa? Droożdż do eskadry, zgłaszać się. - Cisza była wręcz namacalna.
Poza odgłosami myśliwca, żaden dźwięk nie wypełniał bezkresnej ciszy przestrzeni
kosmicznej. No to jesteśmy ugotowani. Bez komunikacji rozniosą nas po
kolei. Zosiek i Aliszja lecą na skrzydłach. Reszta też trzyma się grupkami.
A chuj! Bierzemy następnych.
Na mostku OWRP "Piłsudskiego" panowała aktywność, o której
każde mrowisko, mogłoby jedynie marzyć. Oficerowie uwijali się jak w ukropie
próbując nawiązać łączność i przekazując kolejne raporty z pola bitwy.
-Trafili fregatę szpitalną! Widać pożary. Chyba już po nich.
-Dostaliśmy ich lotniskowiec! - Ta wiadomość na moment zelektryzowała
załogę. Okrzyki radości jednak szybko zgasły po usłyszeniu nowej wiadomości.
-Admirale! Właśnie straciliśmy OWRP "Grunwald".
Dowódca okrętu, kontradmirał Ixer, przeżywał właśnie najgorsze chwile
swego życia. Kolejne wstrząsy przebiegały przez całą konstrukcję okrętu.
Prawe skrzydło płonęło. Musieli już odseparować sześć pokładów. Część
silników została uszkodzona, a maszynownia meldowała, że jak tak dalej
pójdzie to grozi im awaria zasilania i szybka śmierć w objęciach przestrzeni.
Cała potęga, przez lata budowanej, floty kosmicznej, rozpadała się niczym
domek z kart. Gigantyczne okręty Armii Mars były niszczone jeden za drugim.
Mniejsze jednostki jak korwety czy fregaty nie nadążały z przechwytywaniem
kolejnych fal myśliwców. Straty wśród pilotów myśliwskich szły w setki.
Jak na razie jedyną bronią, która działa na najeźdźców są standardowe
pociski i niektóre najpotężniejsze systemy bojowe większych okrętów. Jednym
pociągnięciem pozbawili nas naszego głównego uzbrojenia. Działka laserowe
i te wszelkie nowoczesne cudeńka strzelające energią nadają się tylko
na złom. Mimo wieloletniego doświadczenia i doskonałego opanowania kontradmirał
czuł strach. Bitwa jest przegrana. Jak już z nami skończą, zabiorą się
za Armię Księżyc i Ziemię. Przylecą do naszych domów.
-Admirale! Mamy połączenie. Widać zagłuszali z rozwalonego lotniskowca.
Leci już następny ale mamy kilka minut.
-Nadawaj na wszystkich kanałach! Tu kontradmirał Ixer. Do wszystkich jednostek.
Wycofujemy się według planu beta trzy! Powtarzam beta trzy! Myśliwce wracać
do hangarów! Przygotować zasłonę!
We flocie zapanowała nagle wzmożona aktywność. Rozbite i odseparowane
jednostki zaczęły łączyć się w większe związki taktyczne i koordynować
w końcu działania, korzystając z kilku chwil łączności. Większe okręty
zaczęły ustawiać się na kursie wychodzącym ze strefy działań. Resztki
eskadr myśliwskich i korwety, jeśli tylko mogły zaczęły odrywać się od
wroga i ruszyły w stronę najbliższych lądowisk. Na poziomach lądowisk
zapanował ruch kiedy kolejne uszkodzone maszyny lądowały wśród fontann
iskier i płomieni. Ekipy gaśnicze nie nadążały z gaszeniem mniejszych
i większych pożarów. Sanitariusze i zwyczajni żołnierze, często z narażeniem
życia, wyciągali pilotów z płonących wraków, które w każdej chwili groziły
wybuchem.
-Admirale! Jednostki meldują że wszystko gotowe.
-Odpalać! - Na sygnał Ixera wszystkie większe jednostki odpaliły naraz
pozostałe im pociski nuklearne. Już na początku bitwy okazało się jak
bardzo są nieskuteczne, lecz teraz fala uderzeniowa mogła dać czas resztkom
floty na wyniesienie się z okolicy i przegrupowanie w okolicach Marsa.
Ten manewr był ćwiczony setki razy lecz nawet w najgorszych snach nikt
nie wyobrażał sobie że będą musieli go zastosować w prawdziwej bitwie.
Na sygnał dany z mostka "Piłsudskiego" całe pole walki zostało
pokryte eksplozjami ładunków jądrowych i uderzeniami lanc grawitacyjnych.
Flota najeźdźców straciła na impecie i została odepchnięta z pozycji zajmowanych
do tej pory.
-Włączyć maskowanie! Cała naprzód do punktów zbiorczych. - Jednostki WRP
zaczęły znikać, jeden za drugim, dodatkowo maskowane przez burzę cząsteczek
wzbudzoną taką ilością wybuchów. Po kolei większość okrętów ustawiała
kurs na planetę Mars gdzie bazy i systemy obronne mogły pomóc w przegrupowaniu
i przeważyć szalę kolejnej bitwy. Kilka większych jednostek, w tym "Piłsudski"
ruszyło kursami mylącymi by odciągnąć obcych od trzonu floty. Mieli dołączyć
później, gdy już siły zebrane na orbicie Marsa będą gotowe do powitania
nieproszonych gości.
Na pokładzie szpitalnym "Piłsudskiego"panował ruch jak w ulu.
Setki sanitariuszy, lekarzy i tych z żołnierzy, którzy znali się choćby
na pierwszej pomocy starało się opanować napływ rannych. Specjalne ekipy
chodziły od jednego do drugiego rannego i oznaczały rannych i konających
szarfami. Lżej ranni, białe. Ciężej ranni, czerwone. Martwi i ci, którym
nie można już pomóc, czarne.
-Aliszja trzymaj się. Zaraz ktoś ci pomoże. Przestań! Nie zamykajcie oczu
żołnierzu! To rozkaz! Patrz na mnie! Trzymaj się! - Resztki "Wściekłych
Wróbli" siedziały dookoła kolegi. Mimo płonącego silnika i uszkodzeń
poszycia zdołał on wylądować, a właściwie rozbić się o płytę lądowiska.
Każdy z "Wróbli" odniósł jakieś rany. Droożdż dostał odlamkami
metalu po twarzy i prawdopodonie stracił oko. Zosiek_pe miał przetrącony
bark, a Tzeeneth, dopiero co przydzielony do jednostki kadet, prosto po
akademii, miał połamane żebra. Aliszja miała poważne obrażenia wewnętrzne
i kawałek poszycia wbity w bebechy. Lekarz tylko spojrzał na nią, dał
jej coś na uśmieżenie bólu i ruszył dalej. Nie chciał patrzeć nikomu w
oczy. Nikt się nie odezwał.
6 kwietnia, o godzinie 1:43, na granicy Układu Słonecznego w okolicach
Plutona, rozpoczęła się największa bitwa w historii Wielkiej Rzeczypospolitej
Polskiej, a zarazem pierwsza bitwa przez WRP przegrana. Przegrana miażdżącą
porażką. Żadna ze stron, ani Siły Uderzeniowe Armii Mars ani flota nieznanych
najeźdźców, nie miała większej przewagi liczebnej. Mimo to, broń wykorzystywana
przez jednostki PMG okazała się mało skuteczna w walce z okrętami wroga
chronionymi przez pancerz i pola siłowe nieznanego typu. Choć straty zadawane
wrogowi były znaczące, to liczba polskich jednostek malała z minuty na
minutę, a siły przeciwnika zdawały się nie słabnąć. W końcu, kiedy szanse
na zadanie wrogowi jakichkolwiek dalszych strat zmalały do zera, hetman
Ixer wydał rozkaz wycofania pozostałych sił na tereny Polskiej Przestrzeni
Kosmicznej, by dalsza bitwa miała miejsce w zasięgu dział orbitalnych.
Ku jego zdziwieniu, oddziały wroga nie podjęły jednak żadnych prób ścigania
ewakuujących się jednostek, wręcz przeciwnie, również zawróciły, w stronę
otwartej przestrzeni.
Wiadomość, jaka dotarła chwilę później do bazy znajdującej się na jednym
z księżyców Jowisza zelektryzowała nasłuchującego Ravena. Była zaszyfrowana,
i to bojowym kodem Marynarki. Jeszcze nigdy się to nie zdarzyło, dlatego
też od razu wziął się za odczytywanie. Po kilku minutach jego twarz wyrażała
wielkie zdumienie. Kolejny kod?? Podwójne szyfrowanie??... Mogło to tylko
oznaczać jedną z dwóch możliwości: albo dowództwo doszło do wniosku, że
baza jest już niepotrzebna i nakazało ją zlikwidować, albo Wielka Rzeczpospolita
została zaatakowana. A biorąc pod uwagę obecny stan w Układzie Słonecznym
druga opcja, według niego, odpadała. Mimo to szybko przekazał nasłuch
C3po i ruszył do dowódcy. Po kilku minutach dotarł do części bazy, w której
znajdowały się kwatery. Zapukał do trzynastki i wszedł. VoyTass leżał
na koji i patrzył w sufit.
- No?? Co cię do mnie przywiodło? - odwrócił powoli głowę i spojrzał na
Ravena.
- Tak szczerze to nie wiem za bardzo. Pierwszy raz mi się zdarza dostać
wiadomość zaszyfrowaną podwójnie... - podał chipa. VoyTass szybko wstał
i odebrał mały kwadracik. Po chwili już pochylał się nad ekranem osobistego
terminala. Kilka szybkich ruchów na klawiaturze i...szybko się zerwał
i już wybiegając naciągnął bluzę mundurową. Raven ruszył za nim. Po szybkim
biegu byli już w centrum dowodzenia.
- Ogłosić alarm!!! Kod czerwony!!! Połączyć mnie z Kwaterą Główną!!! -
rozkazy padały jeden za drugim.
Na sali zapanował na chwilę chaos, który pogłębiła jeszcze właśnie zaczynająca
wyć syrena... Trzy szybkie, trzy wolne, trzy szybkie, w sekwencjach powtarzających
się z dziesięciosekundowym opóźnieniem... To oznaczało tylko jedno i wszyscy
o tym wiedzieli: WOJNA!
- Co z tą łącznością??? Kurwa!!! Natychmiast chce na ekran dyżurnego z
KG!! Kurwaaaaa...!!!!
Siedzący przy konsoli chorąży Zippo szybko wystukiwał kody wywoławcze,
wysyłając w przestrzeń wezwania jedno za drugim... Nikt nie odpowiadał,
a wiszący na ścianie ekran pozostawał ciemny. Minuta mijała za minutą.
- Sir, nie mamy łączności z kwaterą...
- Łączyć z Ziemią, z dowództwem Korpusu. - VoyTass uspokoił się i zimnym
głosem wydał rozkaz.
- Przykro mi, Ziemia również nie odpowiada. Nikt nie odpowiada, zakłócenia
na wszystkich pasmach...
- Co się kurwa tu dzieje??? Dawać raporty o uszkodzeniach!!! - Raven podbiegł
do konsoli i krzyczał do mikrofonu. - Natychmiast przygotować "Jaskółki"
do startu!!!
Cała baza wyglądała jak mrowisko, w które ktoś włożył kij. Wszyscy biegli
w zdawałoby się dowolnym kierunku, tworząc bałagan i wrzawę. Po chwili
jednak zaczął się wyłaniać jako taki ład. Żołnierze ciężkiej piechoty
właśnie dobiegali do hangarów z lądownikami, mechanicy ładowali w zasobniki
pojazdów i MECHów amunicję, piloci zajmowali miejsca w maszynach... Doskonale
wyćwiczeni w czasie ciągłych próbnych alarmów, teraz pokazywali mistrzowskie
opanowanie i umiejętności. Po kilku godzinach pierwsze "Jaskółki"
wyrwały sie z hangarów i szybko wznosząc się, poszybowały w przestrzeń,
ku czającemu się w cieniu planety krążownikowi. Tymczasem w sali dowodzenia
pozostali jeszcze Raven, VoyTass i Zippo, który nadal wysyłał żądanie
zgłoszenia, patrzyli na wyświetloną na ekranie mapę. Pokazywała płaski
obraz całego układu, z zaznaczonymi czerwonym kolorem bazami PMG. Była
godzina 9:30 rano, dnia 7 kwietnia 2057 roku. To właśnie tej nocy nieznany
najeźdźca starł się z Armią Mars i pogoromił ją całkowicie. Nieliczne
okręty właśnie powinny wracać w stronę Marsa.
Nagły pisk urządzenia piszącego przerwał zalegającą w pomieszczeniu ciszę.
Wszyscy jak na komendę odwrócili się do Zippa, który ze skupieniem na
twarzy wpatrywał sie w monitor. Po chwili powiedział:
- Mamy łączność. Właśnie nadaje "Piłsudski"... Flota rozbita...
Obcy ich nie ścigają... dziś po 23:00 dotrą do Marsa... Koniec przekazu...
cisza...
Taka sama cisza nastała znowu w sali. Wszyscy z niedowierzaniem na twarzach
patrzyli na siebie w milczeniu. Ciężkie myśli krążyły dookoła i zdawały
się czynić mrok wewnątrz.
- Przygotować się do odlotu. Jak tylko dostaniemy rozkazy z Marsa wracamy.
Do 14:00 wszystkie niezbędne prace mają być zakończone. - VoyTass po chwili
zaczął wydawać rozkazy. - Acha, wyłączyć zasilanie Bramy. Jedyne aktywne
systemy od tej pory to obrona, podtrzymywanie życia i radio. ABSOLUTNIE
nic więcej!! - szybkim krokiem zbliżył się do drzwi i wyszedł.
Kiedy uszczuplona znacznie Armia Mars wracała po przegranej bitwie na
tereny okołomarsowe, ani hetman Ixer, ani admirał Cats, ani Dowództwo
Sił Zbrojnych na Ziemi nie przypuszczało, że to, co się wydarzyło, jest
niczym w porównaniu do tego, co stanie się wkrótce. O godzinie 23:10,
kiedy większość oddziałów powróciła już na orbitę Marsa, wszyscy obywatele
WRP, niezależnie od miejsca pobytu, usłyszeli wybuch, jakiego jeszcze
świat nie słyszał, jakiego nawet najwymyślniejszymi metodami Ministerstwa
Informacji nie dało się ukryć przed nieświadomymi dotąd obywatelami. Planeta
Mars, wraz z satelitami i całym sprzętem orbitalnym, eksplodowała. Ogromna
fala uderzeniowa obróciła w pył wszelkie jednostki stacjonujące w pobliżu
planety. Niektórzy twierdzą, że przyczyną wybuchu było uaktywnienie natychmiastowej,
jednoczesnej autodestrukcji wszystkich baz, stacji, konstrukcji, składów
broni, jednostek, które tylko mają możliwość eksplodowania. Planeta, której
odbudowa jeszcze niedawno okryła sławą i chwałą polskich inżynierów, na
zawsze zniknęła z Układu Słonecznego, pozostawiając po sobie tylko pas
asteroidów. Zniszczona została także duża część infrastruktury Polskiej
Marynarki Gwiezdnej. Z Armii Mars przetrwał jedynie okręt OWRP "Piłsudski"
oraz nieliczne towarzyszące mu jednostki, które stanowiły tylną straż
konwoju powracającego z bitwy pod Plutonem.
Kilka minut później na ekranie w sali dowodzenia Bazy Jowisz znikł czerwony
punkt, który określał położenie bazy na Marsie. Siedzący przy konsoli
Zippo ze zdumieniem patrzył, jak znikają również znaczniki określające
poszczególne pozostałe okręty Armii Mars. Po chwili na monitorze błyskało
tylko kilkanaście lampek z przyporządkowanymi nazwami. Większość z nich
oznaczała tylko małe okręty floty pomocniczej lub obrony orbitalnej. Jedyna
duża jednostka: "Piłsudski", świeciła słabym blaskiem diody...
znikła. Ostatnia nadzieja w sercu Zippa zgasła jak ta lampka. W bazie
żałośnie rozwyła się ponownie syrena alarmowa.
- Halo. Czy ktoś nas słyszy??? Jeżeli ktoś nas słyszy, zgłoście się!!!
Tu baza Jowisz. Jesteśmy cali. Over. - Zippo nieprzerwanie nadawał jeden
komunikat na awaryjnej częstotliwości Marynarki.
*****
Tymczasem w jednej z tajnych baz badawczych PMG
- Wszystkie systemy sprawne. No, to zaraz przetestuje tę waszą zabawkę.
- Proszę tylko nie zapominać, że to jeszcze prototyp panie komandorze.
Niech pan nie przesadza! - powiedziała młoda kobieta z pobliskiej stacji
badawczej, z którą pilot rozmawiał i którą widział na jednym z ekranów
swojego Twardowskiego. Była ona około 28 letnią, miłą osobą średniego
wzrostu o dość wyraźnych cechach orientalnej urody, co świadczyło o tym,
że część jej rodziny miała azjatyckie korzenie. Pilot widział o niej jeszcze
jedno - to ona nadzorowała projekt, którego osiągnięcia właśnie testował
i który sprowadził go do tej małej bazy badawczej Polskiej Marynarki Gwiezdnej
w pasie planetoid pomiędzy orbitą Marsa a Jowisza. Od niedawna łączyło
ich jeszcze coś więcej, ale akurat o tym nikt nie widział.
- Dobra, czyli można to już aktywować. - powiedział komandor Oris, a jego
Twardowski zaczął mknąć w przez pole asteroid.
- Tak, może pan już włączać CSW, komputer zarejestrował już częstotliwość
pańskich fal mózgowych.
- No to zaczynamy. - i nacisnął mały guzik. Chwile później nowatorski
system już działał, a jemu zaczęło się wydawać, że pilotuje myśliwiec
z dużo większą sprawnością niż wcześniej.
- Cybernetyczny System Wspomagający przetwarza i wysyła do komputera pokładowego
sygnały bezpośrednio z pana mózgu. Czyli mówiąc prościej może pan kierować
statkiem za pomocą myśli. - odpowiedziała jakby spodziewając się pytania.
- Nie jestem aż takim laikem czy byle pierwszym lepszym pilotem MECHa
wojsk lądowych. - odparł lekko zirytowany Oris. - Ile wynosi wzrost skuteczności
i czy działa to w obie strony, bo chyba takie są założenia tego projektu?
- Przepraszam... - odparła lekko zaczerwieniona. - Nie chciałam cię obrazić,
to przyzwyczajenie, że większość wojskowych nie ma zbyt wysokiej wiedzy
naukowej. Wzrost skuteczności wynosi według naszych obliczeń ok. 46%.
Jeśli natomiast chodzi o komunikacje dwustronną pomiędzy mózgiem a komputerem
to...
- Panie komandorze Oris - przerwał im rozmowę oficer łączności na stacji.
- Mamy problem!
- Co, znowu jakieś głupie meldunki o UFO ,albo inne tego typu pierdoły!?
- odparł starając się ukryć swoje zirytowanie i gniew. Od tych paru dni
kiedy tu przybył nieustannie przerywano mu rozmowy i czynności jakimiś
niby pilnymi wiadomościami, które w większości przypadków okazywały się
być kupą bzdur i głupot, co zaczęło go już lekko wkurwiać. Jak wróci na
pokład "Piłsudskiego", będzie musiał o tym pogadać z Ixerem.
- Nie, tym razem to chyba coś poważniejszego - straciliśmy kontakt z Marsem!
- odpowiedział lekko przestraszony oficer łączności, wyczuwając niebezpieczną
nutkę w głosie przełożonego.
- To pewnie wynik wiatru słonecznego i położenia waszej bazy, przecież
już nie raz coś takiego się zdarzało. Poza tym ile razy mam wam powtarzać
co myślę o bezsensownym...
- To nie wszystko... - tym razem znowu przemówiła do niego młoda pani
naukowiec. - W okolicach Marsa zaobserwowaliśmy silne wyładowania energetyczne.
Michał, mi też się to nie podoba. - Teraz nawet on poczuł się niepewnie,
wyładowania elektroniczne w okolicy Marsa, przecież nie planowano tam
żadnych manewrów. Na dodatek Anna zwróciła się do niego po imieniu, na
co publicznie rzadko sobie pozwalała, a na pewno nie przy reszcie załogi
stacji. I to coś w jej głosie, czego jeszcze nigdy nie słyszał - strach.
- W porządku. Wracam na stację. Nasłuchujcie dalej, może to tylko jakaś
czasowa usterka i błąd urządzeń. - miał jednak dziwne wrażenie, że to
nie była awaria ani pomyłka, lecz początek czegoś, co widywał do tej pory
tyko w najczarniejszych snach. Nagle coś lekko rzuciło jego Twardowskim.
Zaklął pod nosem i sprawdził odczyty przyrządów. Wszystko wskazywało na
to, że przez to całe zamieszanie uderzył w niego jakiś mały odłamek, który
rozkalibrował silniki.
- Trudno, to nic poważnego. Technicy w bazie się tym zajmą. - pomyślał.
Parę godzin później
Komandor Oris, Szef Spraw Bezpieczeństwa Marynarki, stał opierając się
o ścianę i oczekując wyników przetworzenia komputerowego paru sygnałów,
które zdołano odebrać z Marsa tuż przed zerwaniem kontaktu i tajemniczymi
wyładowaniami energii. Nie to jednak denerwowało go najbardziej. Najbardziej
niepokoiło go milczenie Ixera, z którym już parokrotnie próbował się skontaktować,
na dodatek z przyczyn naturalnych tymczasowo nie mieli kontaktu z Ziemią,
która się w strefie oddziaływania promieniowania słońca. "Pieprzone
rozbłyski słoneczne" - pomyślał Oris.
- Panie komandorze, komputer przetworzył już dane, możemy spróbować odzyskać
część przekazu.
- Dobra - zaczynajcie. Może się czegoś dowiemy.
Oficer łączności szybko wstukał coś na klawiaturze, a po chwili z głośników
zaczął dobiegać szum, z którego stopniowo wyodrębniały się urwane i pomieszane
strzępy rozmów. "...coś pojawiło się na sensorach Sir... jak to nie
odpowiadają na nasze wywołanie... co to jest???... autodestrukcja!!!...
alarm dla wszystkich jednostek... zniszczenia na 15 pokładach... naruszenie
poszycia statku... reaktor jest przeciążony... o mój Boże!". Potem
był już tylko szum, który stopniowo przycichł, a w ciszy, która po nim
nastała, słychać było tylko bicie serca wszystkich zgromadzonych.
Następnego dnia
W sali łączności panowało wielkie poruszenie, wszyscy czekali, aż ponowna
łączność z Ziemią zostanie przywrócona. Oris usiadł gdzieś z boku i czekał.
Pierwszą jego reakcją była chęć natychmiastowego wyruszenia w kierunku
Ziemi i bezpośredniej rozmowy z admirałem. Szybko jednak zrozumiał bezsens
takiego postępowania, dysponował jedynie strzępkami informacji, teoretycznie
Ziemia mogła już nie istnieć.
- Mamy łączność! - wyrwał go z zadumy swoim krzykiem oficer łączności.
- Dobra - dawaj to na główne głośniki, czas się dowiedzieć o co w tym
wszystkim chodzi.
Pierwszym, co usłyszeli, była oficjalna przemowa Naczelnika powtarzana
już od jakiegoś czasu:
- "Obywatele, Rodacy, Mieszkańcy wszystkich Narodów Wielkiej Rzeczypospolitej.
Wczoraj Polska Marynarka Gwiezdna została podstępnie i zdradziecko napadnięta
przez obce siły..."
- Panie komandorze, właśnie odebrałem zaszyfrowaną wiadomość. - nagle
przerwał łącznościowiec. - To z admiralicji admirał Cats chce z panem
rozmawiać na prywatnej bezpiecznej linii.
- Dobra, usiądę przy jednym z wolnych terminali - przekieruj tam rozmowę.
- Tak jest.
Oris odszedł od głównego terminala, usiadł przed małym ekranem na końcu
sali i wprowadził swoją sekwencje kodów bezpieczeństwa. Po chwili na na
tym samym ekranie ukazała się sylwetka admirała. Oris wstał i gdy chciał
oddać honory przerwał mu admirał:
- Daruj sobie, nie mamy na to czasu. Mam dla ciebie rozkazy i informacje.
- Słucham. Co się dzieje - nie zdążyłem usłyszeć przemówienia Naczelnika.
Czy mam wracać na Ziemie?
- Po kolei - odparł admirał. - A wiec po pierwsze Mars i nasze tamtejsze
bazy już nie istnieją. Cała flota, która była zgromadzona wokół Marsa
również została zniszczona. - tu admirał zrobił przerwę i zniżył głos.
- Straty idą w setki tysięcy. Ale nie obawiaj się, "Piłsudski"
przetrwał, tuż po ataku odebraliśmy jego przekaz - uruchomili maskowanie
i rozpoczęli przegrupowanie istniejących jeszcze jednostek. I to jest
twoje zadanie - masz odnaleźć Ixera i wybadać sytuacje. My również nie
wszystko wiemy. Nieznane są nam dokładne dane, jedynie przybliżenia. O
spotkanie z wrogiem nie musisz się martwić, większość kieruje się właśnie
w stronę Ziemi, raczej nie zwrócą uwagi na jeden samotny myśliwiec, ale
na wszelki wypadek zachowaj czujność. Kiedy już spotkasz się z hetmanem,
spróbujemy ponownie nawiązać łączność. Do tego czasu pewnie czeka nas
bitwa w okolicach Ziemi, w której musimy pokonać wroga i odzyskać panowanie
nad sytuacją. - admirał zrobił przerwę, ale jego wyraz twarzy mówił sam
za siebie. - Jeżeli jednak nam się nie uda, to wprowadź ten ciąg danych
do swojego komputera osobistego.
- Co to jest?
- Współrzędne tajnej bazy. Nie wiedział o niej nikt z was ani Ministerstwa.
W razie czego będzie ona waszym ostatnim bastionem. Wraz z tymi danymi
przysyłam ci też ostatnie znane nam koordynaty "Piłsudskiego",
choć domyślam się, że macie jakieś własny system, by się w razie problemów
namierzyć. I oby szczęście wam sprzyjało.
- Admirale, jakie macie szanse? - Cats nie odpowiedział, ale jego wzrok
i wyraz twarzy mówiły wszystko.
*****
Klęska Armii Mars była początkiem końca. 3 maja podobny los spotkał większą
część Armii Księżyc. Otworzyło to Psom, jak już zdążyli zostać ochrzczeni
najeźdźcy, drogę na Ziemię. Drogę, o którą wyznawcy wszystkich religii
na świecie modlili się, by nie okazała się drogą ku zwycięstwu...
*****
Miesiąc po eksplozji pas asteroidów marsowych z pozoru wydawał się pozbawiony
żywej duszy. Nie była to jednak prawda. W okolicach szczątek Phobosa,
byłego marsowego satelity, na wyłączonych napędach unosiły się bezwładnie
okręty kosmiczne, dawniej należące do Armii Mars Polskiej Marynarki Gwiezdnej.
Nie było ich dużo: trzy średnie niszczyciele, dwie fregaty, kilka myśliwców,
dodatkowo w słabym stanie technicznym, mówiącym wiele o bitwach, w których
brały udział. Nieopodal stacjonował jednak jeszcze jeden okręt, o rozmiarach
znacznie większych od pozostałych. Okręt ten został skonstruowany w roku
2053 jako trzon armii PMG i najdoskonalsze dzieło polskiej technologii
kosmicznej. Uczestniczył w bitwie pod Plutonem jako statek flagowy. Ciężki
atak rakietowy całkowicie zmasakrował lewe skrzydło okrętu, który dziś
przypominał niewyobrażalnie ogromną górę żelastwa. Tak, OWRP "Piłsudski"
pamiętał lepsze czasy. Znacznie lepsze.
Pokłady "Piłsudskiego" powiewały pustką. Duża część załogi
zginęła podczas bitwy pod Plutonem, inni zostali ewakuowani z jednostki,
której uszkodzony reaktor zasilający o wielkiej mocy zdaniem inżynierów
"może w każdej chwili eksplodować i rozwalić kolejną planetę".
Niektórzy jednak pozostali na posterunku i nie opuścili jednostki, na
której służba wzbudzała niegdyś zazdrość w oczach kolegów z innych oddziałów.
Mostek kapitański okrętu wypełniony był ludźmi siedzącymi przed wielkimi
monitorami i wyświetlaczami holograficznymi pokazującymi mapę przestrzeni.
- Tu "Piłsudski", jeśli nas słyszycie, zgłoście się! - młody
mężczyzna w mundurze porucznika niemal krzyczał do mikrofonu. Niestety,
odpowiedzią na jego wezwanie była tylko głucha cisza. - Sam pan widzi,
admirale, to nie ma sensu.
Hetman polny Ixer stał przy oknie i wpatrywał się w bezkresną otchłań
Kosmosu, w której powoli dryfowały niezliczone asteroidy. Jego twarz świadczyła,
że w ostatnim czasie wiele przeżył. Po przegranej bitwie pod Plutonem
oficjalnie oddał się do dyspozycji Dowództwa Polskich Sił Zbrojnych, po
czym zniknął bez wieści na trzy tygodnie. Według niektórych plotek za
doprowadzenie Armii Mars do zagłady stanął przed plutonem egzekucyjnym,
inni twierdzili że wpadł w alkoholizm i zapija swoje troski gdzieś w najdalszym
zakątku Galaktyki. Hetman powrócił jednak na swój okręt na krótko przed
ostateczną klęską Marynarki Gwiezdnej.
Słowa porucznika Kowalskiego wyrwały Ixera z zadumy.
- Próbujcie dalej. Trzeba próbować aż do skutku.
- To nic nie da. Sygnał zakłócający wysyłany przez aparaturę Psów jest
bardzo silny, a my nie możemy wzmocnić sygnału, bo zaraz zostalibyśmy
wykryci. Nie połączymy się z Macierzą, admirale.
- Próbujcie dalej, poruczniku, nie mamy innych możliwości. - hetman podniósł
głos. - Księżyc pewnie też już nie istnieje, tak samo jak nasze stacje
orbitalne, a nawet jeśli nie został zniszczony, to Psy już dawno zrobiły
sobie tam wesołe miasteczko. Co z Wenus?
- Również brak odzewu.
- A Baza Jowisz? - głos Ixera przybrał barwę pełną nadziei.
- Też nic.
- W takim razie kontynu...
Nagle rozległ się dziwny sygnał dochodzący od jednego z terminali.
- Mamy łączność! - krzyknął podekscytowany porucznik Kowalski. - To z
Bazy Jowisz. Przekaz jest bardzo słaby.
- ...tu ...rucznik VoyTass... - trzaski i zakłócenia utrudniały zrozumienie
wypowiedzi porucznika - ..ech się ktoś odezwie. ...melduję, że Baza ...isz
nie ucierpiała i wszyscy jesteśmy cali... obcy... nie wykryły nas i ma...
Jeśli ktoś nas słyszy, to... ...er.
Ixer rzucił się do terminala, złapał za mikrofon i gorączkowo zaczął mówić:
- Poruczniku VoyTass!!! - Ixer zawahał się przez chwilę, po czym bardzo
głośno mówił dalej. - Halo!!! Czy jesteście w stanie przesłać na alarmowej
częstotliwości sygnał do wszystkich jednostek PMG porozrzucanych po Układzie
Słonecznym, by spróbowały dostać się na orbitę geostacjonarną Jowisza
w pobliże waszej bazy?
Wszyscy żołnierze przebywający w pomieszczeniu spojrzeli na hetmana z
wielkim zdziwieniem.
- To samobójstwo! - krzyknął jeden z oficerów. - Psy zniszczą te oddziały
albo podczas próby dostania się tam, albo kiedy wykryją duże zbiorowisko
jednostek pod Jowiszem.
- Jest to możliwe, ale siedząc rozsiani po Układzie również stanowimy
łatwy cel nawet dla małych patroli. Ten pas asteroidów pewnie też długo
nie posłużyłby za dobrą kryjówkę. Potrzebujemy przegrupowania, a promieniowanie
Jowisza stanowi doskonałą osłonę. Mam też pewien plan dalszego działania.
Z resztą nie mamy wyjścia. Poruczniku VoyTass?
- ...tak, jest to możliwe. Dzięki Bogu, żyjec... Już myślel... że ...ikt
nie ocalał.
- Doskonale. W takim razie nie czekajcie, tylko wysyłajcie sygnał. I przygotujcie
miejsce w hangarach. Przyda się.
- ...a co jeżeli... - tu łączność z bazą urwała się.
- A wy co się tak gapicie do jasnej cholery!? - krzyknął Ixer do zgromadzonej
wokół niego załogi. - Do roboty! Zawiadomić wszystkich, że za godzinę
wyruszamy w stronę Jowisza. Uaktywnić główny napęd jądrowy, tylko nie
przesadzać z poziomem mocy, nie chcę tu drugiego jebanego "Atomowego
Pokoju"! - hetman wydawał rozkazy niczym karabin maszynowy wystrzelający
serie pocisków. - Wyłączyć poboczne systemy obronne, a ich energię przekierować
do centralnego generatora maskującego! Natężenie pola 145%. Te sukinsyny
nawet nas nie zobaczą. I przynieść mi gorącej kawy!
O godzinie 17:00 mały konwój okrętów kosmicznych z "Piłsudskim"
na czele, chroniony silnym polem maskującym, wyruszył z pasma asteroidów
na dawnej orbicie Marsa w kierunku Bazy Jowisz. W tym samym czasie wiele
innych jednostek Polskiej Marynarki Gwiezdnej, ukrywających się w najodleglejszych
zakątkach Układu przed żądnymi zniszczenia Psami, wyruszyło w tym samym
kierunku. Ku swojej ostatniej nadziei...
*****
Baza Jowisz
Czerń kosmosu, znajdująca się za iluminatorem była tak nieprzejrzysta,
że gdyby niewykwitające od czasu do czasu krótkie rozbłyski silników manewrowych
jednostek będących obecnie na
orbicie Jowisza, znajdujący się w pomieszczeniu nie wiedzieliby, czy nadal
cos się tam znajduje. A nie było tego wiele. Licząc od największych jednostek
były trzy krążowniki: "Piłsudski", "Kłuszyn" i pomocniczy
"Isaak", kilka niszczycieli i transportowców. Oprócz tego, w
hangarach "Isaaka" znalazł sobie miejsce półdywizjon bombowców
orbitalnych. I nic więcej. Nie był to pocieszający widok, dlatego hetman
Ixer odwrócił się od okna w stronę pozostałych obecnych. Tych również,
jak okrętów, nie było wielu. Tuż przy Ixerze stał komandor Gwiezdnej Gwardii
Engel. Przynajmniej tej części, której udało się dotrzeć do Bazy Jowisz.
Dalej, siedzący niedbale na krześle dowódca Bazy Jowisz, porucznik VoyTass.
Brakowało Kopernika, ale ten przybył niedawno i padał z nóg, więc musiał
odpocząć.
- No cóż... Nie jest nas wielu. Myślałem, że więcej jednostek się zgłosi.
- Ixer nawet nie próbował ukrywać zmęczenia. To, że dotarł do Jowisza
było prawie cudem...
*****
Krążownik Armagedon I "Piłsudski", 5 dni wcześniej, prywatne
kwatery admiralskie
Sterty papierów walające się po całym pomieszczeniu sprawiały, że gabinet
hetmana Ixera, powszechnie znanego z zamiłowania do porządku, wyglądał
zupełnie inaczej niż zwykle. Ixer siedział przy biurku, studiując od kilku
minut dokument, przypominający trochę mapę przestrzeni. Na biurku, poza
stosem innych dokumentów, leżał jego laptop. Nagle na monitorze pojawiła
się twarz porucznika Kowalskiego. Ixer zauważył ją kątem oka.
- Jak wygląda sytuacja, poruczniku? - zapytał, nie odrywając wzroku utkwionego
w mapie.
- Melduję, że wszystko w porządku, panie admirale. Teren czysty, generatory
działają w pełni, lecimy z największą możliwą prędkością. - twarz porucznika
wyglądała na zadowoloną.
- Wspaniale, świetnie. - Ixer sprawiał wrażenie zupełnie nie zainteresowanego
rozmową i wciąż wnikliwie studiował dokument, nieustannie rozmyślając.
- Możecie się odmeldować.
- Tak je... - porucznik przerwał. - Zaraz, wygląda na to, że mamy jakiś
problem.
Ixer zdawał się tego nie usłyszeć i gorączkowo zaczął zapisywać coś na
kartce.
- Coś się stało z centralnym systemem komputerowym. Musi pan to zobaczyć...
- Tak, doskona... co?! Co się tam dzieje? - dopiero w tym momencie do
hetmana dotarły słowa porucznika.
- Wygląda na to, że system się nam eee... zawiesił.
- Zaraz u was będę! - Ixer krzyknął, po czym wstał z fotela i wybiegł
z gabinetu.
Kiedy dotarł na mostek, jego oczy uderzyło oślepiające niebieskie światło,
które biło z monitorów terminali.
- Co tu się dzieje do jasnej cholery?!
- Proszę, niech pan przeczyta... - porucznik Kowalski wyglądał na zrezygnowanego.
- Wystąpił krytyczny wyjątek w module... uruchom ponownie komputer...
będzie się powtarzał, skontaktuj się ze sprzedawcą?! - Ixer czytał pod
nosem z niedowierzaniem. - Jaja sobie robicie? Co to ma być?!
- To się pojawiło zupełnie nagle. Cały centralny system teraz nie odpowiada.
- A mówiłem żeby nie przechodzić na Windows 2057 tylko zostać przy poprzedniej,
stabilniejszej wersji. Ale Ministerstwo zawsze musi wiedzieć lepiej. Niedługo
pewnie okaże się że Mars wyleciał w powietrze pewnie też przez tych dupków
z NeoTechu. Restartujcie.
- Nie da się. Ctrl+Alt+Delete nie działa, a restartować ręcznie nie możemy
- musielibyśmy wyłączyć reaktor i włączyć go ponownie.
Ixer martwił się tylko o jedno.
- Generator maskujący. Działa?
- Działa, ale bez nadzoru systemu centralnego w każdej chwili może paść.
- Macie znaleźć przyczynę awarii i ją wyeliminować! Natychmiast! Nie płacą
wam za obijanie się! Jeśli chcecie uratować własną dupę to zróbcie coś
zanim generator przestanie nas maskować, bo jeżeli choć na ułamek sekundy
przestanie funkcjonować, mamy 99% pewności że staniemy się psią karmą!
- Generator - jasne - oczywiście że generator! Nie zainstalowaliśmy najnowszych
sterowników do generatora pod 2057! Jest pan geniuszem! - rozradowany
porucznik zaczął szperać w stercie dysków, szukając właściwego.
- A wy jesteście niekompetentnym półgłówkiem, poruczniku! Przez wasze
niedopilnowanie sprawy mało co byśmy wszyscy zginęli! Dopilnuję, byście
ponieśli odpowiednie konsekwencje. Sterowniki... phi... z kim ja musze
pracować... - Ixer wyszedł z pomieszczenia głośno narzekając.
*****
Baza Jowisz
Wspomnienia Ixera przerwał wstający z krzesła VoyTass.
- No, ale nie ma nad czym rozpaczać. Żyjemy, mamy się, że tak powiem,
nawet dobrze. - wymuszony uśmiech nie dodawał otuchy. Wręcz przeciwnie.
Wszyscy wiedzieli, że długo w tym miejscu nie mogą zostać. Wysyłany bez
przerwy przez nadajnik bazy komunikat wzywający ocalałych musiał w końcu
przyciągnąć i Psy. A nie było dokąd się wycofać dalej.
- Ehh.. VoyTass. Ty to zawsze potrafisz dodać wiary... - Engel patrzył
w trzymaną w rękach zimną już kawę. - Ziemia nie odpowiada, Księżyc w
łapach wroga, Mars zniszczony...To chyba ostatnia ocalała placówka Marynarki.
- Do tego słabo broniona - VoyTass cicho dodał - Cztery lasery i kilka
wyrzutni, do tego to co mamy na orbicie. Wiele nie zwojujemy.
- I dlatego tu jesteśmy - Ixer ponownie odwrócił się do iluminatora -
Musimy coś wymyślić. Przecież nie będziemy się tu chować, aż Psy do nas
przylecą.
- A co tu myśleć? - VoyTass ponownie usiadł. - Chyba już tylko zostaje
nam samobójczy atak. Albo ucieczka niewiadomo nawet gdzie. - nastała cisza.
- Albo możemy polecieć do Armii Mars - VoyTass wstał i podszedł do konsoli.
Nacisnął kilka klawiszy i iluminator zamienił się w ekran. - Przepraszam
- powiedział do lekko zirytowanego Ixera i pochylił się niżej nad klawiaturą.
Na ekranie pojawiło się kilka schematów. W górnym prawym rogu widać było
dwa okręgi, przemieszczające się zgodnie ze wspólną osią, lecz w przeciwnych
kierunkach.
- Jak już wiecie, w bazie tej prowadziliśmy badania nad Bramą Światów,
czyli po prostu mówiąc, teleporterem. - VoyTass szybko zmienił obraz,
dodając w centralnej części widok jakiegoś układu gwiezdnego - Jak również
wiecie, w stronę Syriusza - pokazał palcem - dowództwo wysłało część A.
Mars. Moim zdaniem powinniśmy tam polecieć i ich poszukać. Może jeszcze
istnieją.
- Ale z tego co wiemy, jest to układ, z którego napadły nas Psy - Engel
powątpiewająco kiwnął głową - warto pchać się w samo centrum imperium
wroga?? To jak samobójstwo. Lepiej już chyba byłoby zginąć we własnym,
ojczystym układzie. Albo i nie zginąć. W końcu przecież udało mi się pokonać
jeden z ich okrętów...
*****
Transportowiec "Edward", cztery dni wcześniej.
- Komandorze!! - podekscytowany głos radiooperatora wyrwał wszystkich
z odrętwienia - Mamy kontakt!!
Engel błyskawicznie znalazł się przy stanowisku nasłuchowym i założył
słuchawki. Po chwili rozkazał.
- Dajcie to na głośnik. rozpoznać kto nadaje. Określić koordynaty i przygotować
wiadomość. - szybko wydawane rozkazy ożywiły mostek - Za pięć minut mam
mieć to przetłumaczone.
- To awaryjny kod Marynarki Komandorze, używany w nagłych przypadkach
- radiooperator szybko wstukiwał znaki do komputera - zaraz będziemy wiedzieć
kto nadaje i skąd.
- A więc jednak ktoś jeszcze ocalał - Engel szeroko się uśmiechnął - Jest
więc już co najmniej dwie jednostki....
- To nie jest żadna jednostka komandorze, to automatyczny przekaz z jakiejś
bazy. ...
W tym momencie w głośniku zabrzmiał elektroniczny głos, zalewając pomieszczenie
najpierw szumem a potem odezwał się elektroniczny głos.
- Tu Baza Jowisz. Halo, Baza Jowisz wzywa ocalałe jednostki do wycofania
się na orbitę Jowisza celem przegrupowania. Jeżeli ktoś odbiera nasz sygnał,
proszę o jak najszybsze dotarcie do Jowisza. Over - nastała chwila ciszy
a potem głos odezwał się znowu - tu Baza Jowisz. Halo, Baza Jowisz wzywa
oca... - radiowiec jednym ruchem gałki wyciszył komunikat.
Wszyscy zebrani patrzyli teraz na Engela. Ten, czując na sobie wiele oczu
odwrócił się do ekranu.
- Wyświetlić mi naszą obecną pozycję... Nanieść namiary na Jowisza....
Wytyczyć bezpieczny kurs.... - kolejne rozkazy utonęły we wzrastającej
wrzawie.
*****
- Kiedy dotrzemy do Jowisza poruczniku? - Engel stał przy stanowisku
dowodzenia i patrzył na prawie niezmieniający się widok za iluminatorem.
- Licząc obejście ewentualnych pozycji wroga, powinniśmy z obecną prędkością
dotrzeć do bazy za około 7 godzin - porucznik mechanicznie odpowiedział.
Po chwili dodał - Może by się komandor na kilak godzin położył?
- Dziękuję za troskę Malinowski ale nie mam zamiaru zmrużyć oka dopóki
nie dotrzemy na miejsce.
Porucznik Malinowski lekko skinął głową i odwrócił się do swojego stanowiska.
Minuty mijały za minutami i powoli zmieniały się w godzinę, potem drugą.
W połowie trzeciej na mostku niespodziewanie zabrzmiał alarm zbliżeniowy
z sonaru dalekiego zasięgu. Wszyscy natychmiast zajęli stanowiska bojowe,
posypały się rozkazy i pytania.
- Podać cel na ekran główny... rozpoznać.... przygotować działa i .....
- rozkazy mieszały się ze sobą, tworząc pozorny chaos. Po chwili sytuacja
była już uporządkowana i Engel przyjmował wiadomości z rozpoznania.
- Mały okręt nieznanego typu. Uzbrojenie nieznane, prędkość maksymalna
nieznana. - operator konsolo bojowej podawał dane z szybkością wyćwiczoną
na wielu manewrach. - Nie jestem pewien czy uda nam się uciec. Gdybyśmy
mieli do dyspozycji krążownik to moglibyśmy spróbować...
Engel przez chwilę zastanawiał się i powiedział.
- Ciekawe czy te sukinsyny znają nasze ziemskie podstępy... - szybko odwrócił
się do nawigatora i operatora maszynowego - Wyłączyć wszystkie systemy.
Co do jednego, łącznie z podtrzymywaniem życia. Zostawić tylko minimalne
zasilanie reaktorów. Przekazać komunikat załodze i żołnierzom. Mają się
spodziewać szybkiej wizyty... niezapowiedzianej.
Po chwili przez interkom popłynęły rozkazy do każdego członka załogi a
dziesięć minut później "Edward" był martwy. Tylko dziwnym trafem
wycelowane w stronę wroga działka mogły go ostrzec. A ten zbliżał się
bardzo szybko. Po kilku minutach wszyscy na pokładzie usłyszeli ciche
szuranie jakiejś maszyny po kadłubie. Trwało to jakieś trzy minuty, kiedy
gdzieś na mostku ktoś przypadkiem coś uderzył. Reakcja była błyskawiczna.
I ze strony wrogiego okrętu i ze strony załogi "Edwarda".
- Reaktory na całą moc!! Dostępne zasilanie przekierować natychmiast na
działka lewej burty!!! - porucznik Malinowski jakby odczytywał myśli Engela
- jak tylko będzie można, dać całą siłą salwę w to, co wygląda jak napęd!!
Po chwili transportowiec drgnął, co było oznaką powrotu do życia reaktorów.
Chwilę później zawyły żyroskopy dział a te plunęły plazmą w tylną, jak
można było myśleć, część wrogiego okrętu. Dwa razy. Więcej nie trzeba
było. Zaskoczone Psy nawet nie były w stanie się obronić. Po drugiej salwie
przeciwnik bezwładnie dryfował w przestrzeni, jednak nadal był groźny.
I Engel doskonale o tym wiedział.
- 90% mocy przekierować na ekrany ochronne!! Resztę pozostawić na działa!!
Strzelać do wszystkiego, co wygląda jak broń! - szybki rozkaz prawdopodobnie
uratował okręt od zniszczenia, bo chwilę później w stronę "Edwarda"
pomknęły trzy zielone wiązki. Rozbiły się na osłonie a w tym czasie obsługa
dział juz strzelała do uzbrojenia Psów. Kila chwil później było po wszystkim.
W przestrzeni dryfował mocno uszkodzony okręt wroga a ziemski transportowiec
przygotowywał się do szybkiego odlotu.
- Może byśmy tak wzięli ten złom na hol? - Malinowski zupełnie racjonalnie
stwierdził. Po chwili dodał - Może coś tam w tej Bazie na Jowiszu uda
się im z tego wywnioskować?
- Doskonały pomysł - po chwili namysłu powiedział Engel - Byle szybko,
nie chcę mieć na karku innych ewentualnych Psów.
- Tak jest.
Malinowski szybko wydał kilka rozkazów i dwadzieścia minut później transportowiec
z przycumowanym do burty okrętem ruszył w dalszą drogę. Dokładnie po czterech
godzinach później, na mostku zabrzmiał obcy głos.
- Tu dowódca Bazy Jowisz, porucznik VoyTass. Witajcie w bazie. Cieszymy
się, że wam się udało dotrzeć. Przycumujcie do burty "Isaaka".
Zapraszam wszystkich na pokład. Postaramy się, abyście poczuli się jak
w domu...
*****
Baza Jowisz
- Tak. Jeden z okrętów mamy. - VoyTass po chwili odpowiedział - ale z
tego co mówią naukowcy, to zbyt wiele się z niego nie dowiemy. Twoi operatorzy
doskonale go potraktowali. Mam na pokładzie kupkę złomu.
- Ale zawsze coś się z tego da chyba wywnioskować - Engel sam zdawał sobie
sprawę z tego, że po obstrzale przez jego okręt, wroga jednostka była
prawie nic niewarta - Chociażby to, jakiego rodzaju pancerza używają,
jakiego uzbrojenia, jakich silników. Przecież nie rozjebaliśmy tego w
pył. Coś tam MUSI być.....
Rodzący się spór szybko przerwał Ixer.
- Może i coś z tego da się wywnioskować, może się nie da. Na razie to
musimy się zastanowić, co dalej robimy.
- Ja nadal proponuję skok gdzieś w okolice Syriusza i rozpoczęcie poszukiwań
- VoyTass obstawał przy swoim - przecież nie możemy zostać tu i poddać
się bez walki.
- A więc. - Ixer odwrócił się do Engela i VoyTassa - Uważam, że propozycja
VoyTassa jest chyba najlepsza w obecnej sytuacji. Jeżeli znajdziemy jednostki
Armii Mars, wtedy będziemy mogli podjąć bardziej wyrównaną walkę. - zawiesił
na chwilę głos
- Więc. Ruszamy. - spojrzał na VoyTassa - Ile czasu zajmie naukowcom ustawienie
toru lotu do Syriusza?
- Szczerze powiedziawszy to już to robią. Za jakieś dziesięć godzin będziemy
mogli wyruszać.
- Ustalone. Przygotować jednostki do odlotu za dwanaście godzin. Ruszamy
na poszukiwania i niech Bóg nam dopomoże. I jeszcze jedno. Nie zostawimy
Psom Polskiej myśli technologicznej. Po naszym odlocie ta baza ma zniknąć.
Życie w bazie rozgorzało na nowo. Z umieszczonego na równinie generatora
znowu popłynęła w stronę orbitujących pierścieni energia. Wyodrębniona
ekipa wybierała i pakowała sprzęt, który mógł się przydać. Saperzy z V5151
wystartowali do pierścieni, aby założyć ładunki. Praca wrzała. Czas mijał.
Dwie godziny później oko radaru dalekiego zasięgu pokazało szybko zbliżający
się w stronę bazy mały statek. Chwilę później pojawiły się dwa kolejne,
potem jeszcze kilka. Szybka reakcja dyżurnego operatora postawiła w stan
gotowości bojowej wszystkie znajdujące się na orbicie jednostki.
Niepotrzebnie...
*****
"Brak śladu floty" napis po raz kolejny wyskoczył na ekranie
monitora Twardowskiego. Oris pociągnął łyk syntetycznego napoju odżywczego
z rurki umieszczonej wewnątrz maski pilota i po raz kolejny ustawił czujniki
w poszukiwaniu jednostek PMG. Następnie spojrzał na mały ekranik u dołu
i sprawdził swoje wskaźniki stanu zdrowia. Nie były zadowalające. Nacisnął
mały guzik, zignorował wiadomość ostrzegającą o skutkach ubocznych i po
raz kolejny nacisnął guzik. Poczuł krótkie ukucie a potem jego zmysły
znów zaczęły się wyostrzać i odzyskał zdolności koncentracji oraz sprawnego
myślenia. Jedyne co go niepokoiło, to ten narastający ból w przednim płacie
czołowym ale to było do przewidzenia. Już od paru dni leciał swoim Twardowskim
bez snu i sprawność umysłu zachowywał tylko dzięki środkom wspomagającym.
Jednak i one miały swoje ograniczenia. Jeszcze kilka dawek i zamęczy swój
organizm na śmierć, o ile wcześniej nie skończy mu się tlen. Spoglądając
na kolejne wskaźniki wydawało mu się równie prawdopodobne. Wszystko przez
drobną usterkę, która kosztowała go parę dni opóźnienia. Co prawda wykorzystał
je w pełni, wydając załodze bazy odpowiednie rozkazy w sprawie ewakuacji
i długo "żegnając" się z Anną ale dane otrzymane od Catsa zdezaktualizowały
się. Na wskazanych współrzędnych nie było już żadnego okrętu PMG nie licząc
paru szczątków. Właściwie to szczątki różnych okrętów znajdowały się z
pewnością w całym układzie słonecznym
- Ilu ich tam musiało zginąć? - Oris zamyślił się mijając kolejny wrak.
OWRP "Chrobry", ujrzał napis na części dziobowej tego co niegdyś
było dumnym okrętem.
- Piłem kiedyś z kapitanem tego statku - przypomniał sobie oddalając się
coraz szybciej od wraku. - Był dobrym człowiekiem. Załoga lubiła go, dowództwu
też chyba nigdy nie sprawiał kłopotów. Miał żonę i trójkę dzieci, jednym
słowem kolejny człowiek który poległ za ojczyznę. Potem gdy to już się
wszystko skończy trzeba będzie wysłać list kondolencyjny...dużo listów
-poprawił się w myślach - jeśli to się kiedyś skończy i będzie dokąd wracać
oczywiście...
"Odnaleziono ślad strumienia cząstek" napis nagle pojawił się
na ekranie i wyrwał go z zadumy. "Weryfikacja istniejących danych",
pojawił się kolejny napis a pod nim klepsydra. "Dane zweryfikowane:
Jednostka transportowa PMG oraz parę mniejszych jednostek". Oris
spojrzał jeszcze raz, po czym nakazał korektę kursu tak aby podążać za
jednostką którą właśnie wykrył.
Co prawda "Piłsudski" to nie był, ale skoro jakiemuś transportowcowi
udało się przetrwać, to musi mieć on jakaś obstawę i zapewne przemieszcza
się do nowego punktu koncentracji floty.
Oris sprawdził hipotetyczny kurs okrętu kierując się otrzymanymi danymi
"Jowisz" napis pojawił się po paru setnych sekundy. "Por.
VoyTass, baza Jowisz"
- A więc jak to powiedział mi raz pewien pilot MECHa szef bezpieczeństwa
floty zamyślił się -mam jednak więcej szczęścia niż rozumu. - stwierdził
z lekką nutką ironii. Gdy nie nalazł okrętu flagowego ruszył dalej kierując
się jedynie przeczuciami a teraz okazały się one więcej niż słuszne. Po
raz kolejny popatrzył na wskazania a one wyraźnie sugerowały, że gęstość
cząstek w strumieniu pochodzącym z silników jonowych transportera wyraźnie
rosła a on coraz bardziej zbliżał się do okrętu.
Jego wzrok spoczął na małym komputerku przymocowanym do kombinezonu pilota.
W nim zawierał się dane tajemniczej bazy, które otrzymał od admirała.
Co ciekawe, nie udało mu się ich w pełni rozszyfrować, bo potrzebne były
do tego dane Ixera z głównego komputera "Piłsudskiego". Jedyne
czego udało mu się dowiedzieć to że baza ta znajduje się na zapomnianej,
odkrytej na początku XXI planecie "Hebe" znajdującej się za
orbitą Plutona.
Cóż, gdy dotrze do punktu zbiórki z pewnością wszystko się wyjaśni teraz
najważniejsze jest to, że udało mu się przetrwać.
- Póki co, fortuna mi sprzyja - pomyślał.
"Wykryto 5 nie zidentyfikowanych jednostek przybliżony czas kontaktu
27 min" w tej samej chwili poinformował go komputer pokładowy.
- Kurwa mać!! - zaklął - No to tyle, jeśli chodzi o fortunę. Czemu akurat
teraz?
Przez tych parę dni nie miał żadnych problemów a teraz, kiedy ratunek
był w zasięgu ręki, ścigały go jednostki obcych. Uwielbiał ironię losu.
Przekierował całą dostępną moc do silników i postanowił zbliżyć się do
okrętu PMG na tyle by nadać wołanie o pomoc. Nie chciał umierać ale nie
tylko to było motorem jego działań. Musiał dostarczyć dane Ixerowi a przynajmniej
musiał spróbować. Wiedział, że naraża w ten sposób załogę transportowca,
bo nie miał pewności czy rzeczywiście posiada on obstawę i czy będzie
w stanie się obronić przed atakiem wroga ale musiał to zrobić. Tego go
nauczyli to było silniejsze niż strach i sumienie...
Transportowiec "Muł"
Dowódca Transportowca był miłym człowiekiem, nastawionym pacyfistycznie
do życia, lubującym się w ciszy spokoju i harmonii. Dlatego wstąpił do
PMG. W końcu gdzie jest więcej ciszy i spokoju niż w kosmosie. Parę ostatnich
dni jednak gruntownie zmieniły jego światopogląd. Jego okręt został najpierw
ostrzelany, trafiony rojem meteorów, potem znów ostrzelany. Na dodatek
musiał przekazać dowództwo nad swoim okrętem jakiemuś narwańcowi z "Wściekłych
Wróbli", do których określenie "opanowani" pasowało równie
dobrze jak poczucie humoru do MI. Zdecydowanie nie tego szukał w kosmosie
a obecnie zastanawiał się czy nie lepiej było zostać dentystą jak ojciec,
albo zawodowym bezrobotnym jak wujek Zdzichu. Może warunki socjalne byłyby
trochę gorsze niż standard, ale to i tak 5 posiłków dziennie, łóżko wodne,
kablówka i szacunek innych ludzi...
Droożdż który obecnie pełnił role dowódcy "Wróbli" jak i transportowca
nie zwracał jednak na niego uwagi. Od jakiegoś czasu wraz z Zofią_pe,
który obecnie zajmował się komunikacją, próbowali nasłuchiwać jakichkolwiek
komunikatów z Ziemi gdzie podobno miała się odbyć bitwa między flotą agresorów
a Armią Księżyc. Póki co jedyne jednak co słyszeli, to szum wszechświata
i powtarzający się nieregularnie jakiś czas sygnał naprowadzający według
którego się kierowali.
-To bez sensu Droożdż. Nie mamy żadnej łączności, obowiązuje cisza radiowa
poza tym wróg z pewnością zakłóca wszelką komunikacje.
-Spróbuj ostatni raz może coś przeoczyłeś.
Zofią wetknął, ale spełnił rozkaz i po raz kolejny odpowiedział im cisza.
-Widzisz mówiłem to... - głośnik zaszumiał i znienacka odezwał się:
-Tu szef Bezpieczeństwa Floty Oris V5211 do transportera PMG. Przerywam
cisze radiowa, ponieważ posiadam istotne dane a jestem ścigany przez statki
obcych. Potrzebuję natychmiastowej pomocy!
Zofia i Droożdż spojrzeli na siebie a potem jednocześnie niemal odpowiedzieli.
-Tu "Wściekłe Wróble", Oris, jaka jest twoja sytuacja nie mamy
cię na sensorach. Jak daleko jesteś?
-Około 120 jednostek za wami. Za parę minut powinniście mnie słyszeć tyle
tylko, że już przekierowałem całą dostępną moc do silników a oni i tak
mnie doganiają. Potrzebuje wsparcia i to najszybciej jak to możliwe.
-Zrozumiałem zaraz startujemy. Trzymaj się.
-Postaram się i jeszcze jedno Droożdż. Cholernie się cieszę, że cię słyszę.
-Ja też. Dasz radę, zaraz tam będziemy. Bez odbioru.
-Zofia!! Alarm bojowy. Wezwij resztę. Startujemy natychmiast.
Ex dowódca podszedł do niego i chciał wyrazić parę swoich sugestii co
o tym myśli, ale widok twarzy Droożdża spowodował, iż zmienił zdanie i
doszedł do wniosku, że obecna sytuacja nie jest jeszcze najgorsza. Zamiast
długiego wywodu na temat niebezpieczeństw, powiedział więc tylko niepewnym
głosem:
-Będziemy czekać.
W środku Twardowskiego Orisa zrobiło się nagle jasno od wszelkiego rodzaju
światełek jak w Boże Narodzenie. Zaraz potem Twardowskim wstrząsnęło a
60% pola siłowego znikło. Szef bezpieczeństwa robił co mógł, ale nie miał
szans z 5 myśliwcami obcych. Parę chwil wcześniej udało mu się, co prawda
poważnie uszkodzić jeden statek wroga, ale zmarnował na niego cały zapas
rakiet. Statki obcych były cholernie wytrzymałe a on przez ciągłe manewry
nie mógł uzyskać dobrej pozycji strzeleckiej. Kolejny wstrząs i tym razem
na ekranie monitora ukazało się ostrzeżenie: "Uwaga osłona nieaktywna,
niebezpieczeństwo naruszenia poszycia". Oris zaklął i spróbował wykonać
paraboliczną pętle by, choć na chwile wyrwać się z tego roju szaleństwa.
Piloci wrogich maszyn jednak i to przewidzieli natychmiast podążając za
nim i oddając parę strzałów w większości nie celnych, oprócz paru ostatnich,
które gwałtownie szarpnęły statkiem, powodując, że na chwile zaczął się
on obracać o 360 stopni wokół własnej osi zanim nadwyrężone silniki ustabilizowały
lot ponownie. Wszystkie kontrolki zwariowały a ze wszystkich monitorów
dochodziły informacje o uszkodzeniach krytycznych. Wokół szyb zasunęły
się automatycznie pancerne nakładki, niepozwalające na rozhermetyzowanie
kabiny. Oris ostatnim woli spróbował wyminąć nadlatującą wiązkę energii,
ale spóźnił się o parę sekund. Siła uderzenia byłą tak duża, że na chwile
go zamroczyło. Poczuł, że z nosa cieknie mu krew. Awaryjny system statku
uśpiony od momentu jego powstania, teraz przebudził się i oddzielił kabinę
od reszty okrętu. Małe silniczki bezwładnościowe oddaliły ją na bezpieczną
odległość a pilot przez ostatnią działającą kamerę oglądał jak reszta
Twardowskiego bezwładnie dryfuje by po chwili majestatycznie implodować.
Potem do jego kapsuły podleciały jednostki wroga. Jedna z nich ustawiła
się naprzeciwko. Powoli tracącemu przytomność Orisowi wydawało się, że
zdoła ujrzeć przypominająca humanoidalną postać. Zastanawiał się, czemu
obcy jeszcze go nie wykończyli, ale nie łudził się. Wiedział, że zaraz
umrze. Nie czuł strachu. Gdyby tylko Droożdż zdołał przybyć wcześniej...
Dokładnie w tej samej chwili jego życzenie się spełniło. Okrętem, który
ustawił się przed nim wstrząsnęła eksplozja a na pozostałe spadł grad
pocisków i ładunków plazmowych. Wróg chyba się tego nie spodziewał, bo
jego reakcje były chaotyczne. Nim Oris stracił przytomność zdołał jeszcze
dojrzeć jak jego prześladowcy z łowców stają się zwierzyną. Potem świat
zalał czerń...
-To był ostatni - krzyknął Droożdż, gdy jednostka wroga eksplodowała.
-Tak, ale byli cholernie wytrzymali gdyby nie zaskoczenie mogłoby być
ciężko- odparła Aliszja.
-Zofia, co tam z Orisem?
-Nie odpowiada na wezwania, ale kapsuła wydaje się być szczelna a informacje
z systemów podtrzymywania życia wskazują, że stracił tylko przytomność
i jest ranny.
-Dobra chłopaki podczepię kabinie Orisa do siebie i spadamy zanim Psy
przylecą.
Oris poczuł, jak coś zdejmuje mu maskę i wyciąga z resztek tego, co niegdyś
było myśliwcem a potem kładzie na nosze. Nadal nie widział zbyt wiele,
ale słyszał dobrze:
-W porządku panie komandorze. Jest pan wśród swoich zabieramy pana na
oddział medyczny.
Resztkami sił, jakie mu pozostały Oris chwycił komputer przytwierdzony
do
kombinezonu podał najbliższej osobie i powiedział:
-To jest najważniejsze...od admirała ...ostatni ...bastion...
*****
- A więc mamy jeszcze jedną bazę - hetman pochylił się nad stołem, na
którym była wyświetlona mapa układu słonecznego - Czyli nie musimy się
przenosić aż do Syriusza. Polecimy tam, dokonamy niezbędnych napraw i
zaszyjemy się na jakiś czas.
- A co dalej? - Engel pokazał na stół - cały układ jest w rękach Psów.
- Można prowadzić wojnę partyzancką. Polakom zawsze dobrze to wychodziło
- odpowiedział VoyTass - A znajdując się na samych obrzeżach, jesteśmy
w stanie przerwać linie zaopatrzeniowe wroga. Być może na Ziemi nasi jeszcze
walczą a tak im pomożemy.
- Można - Ixer ze znużeniem spojrzał na mapę - ale czy dzięki bramie będziemy
mogli skoczyć na tak małą odległość?
- Z tego, co mi powiedzieli naukowcy, da się to zrobić. Obecnie Pluton
znajduje się po przeciwnej stronie systemu. Ale brama może ulec zniszczeniu.
- VoyTass już wcześniej dowiedział się wszystkich danych - A to już nie
jest dla nas problem. W końcu i tak mamy ją wysadzić....
- Więc za ile możemy lecieć?
- Naukowcy pracują nad koordynatami od czasu, kiedy Droożdż przywiózł
nam Orisa. Miało im to zając około pięciu godzin i .... - wywód VoyTassa
przerwał Raven, który niespodziewanie wbiegł do pomieszczenia.
- Obawiam się, że nie mamy zbyt wiele czasu poruczniku - kadet stanął
prze zebranymi - zbliża się do nas niezidentyfikowana flota. Czternaście
okrętów różnej wielkości. Z tą szybkością, z jaką lecą, dotrą tu za około
cztery godziny. Za nimi prawdopodobnie leci cała pieprzona flota! - zakończył
nieregulaminowo.
Wszyscy spojrzeli na ekran, na którym Raven właśnie wyświetlał dane z
komputera głównego. W górnej części widać było kilkanaście kropek, które
szybko zbliżały się do centrum. Zbyt szybko... Po chwili na samym obrzeżu
zaczęły się pojawiać następne. Jedna, dwie, wiele...- Ogłosić alarm! -Ixer
pierwszy zareagował na nową sytuację - przygotować wszystkie jednostki
do walki. VoyTass, dowiedz się, ile czasu zajmie naukowcom skierowanie
bramy na Plutona. Engel, przetransportuj Orisa na "Piłsudskiego"
oraz dopilnuj, aby reszta sprzętu, który się może nam przydać znalazła
się na transportowcach. Czego nie zdążymy zabrać - zniszczyć! I za czterdzieści
minut mają się tu zjawić wszyscy! Ostatnia odprawa przed odlotem.
Wszyscy wybiegli wypełnić swoje obowiązki i po chwili w Sali został tylko
hetman.
*****
Baza Jowisz, 3 godziny przed odlotem
Salę konferencyjną bazy ogarniała wrzawa. Wypełniona była ludźmi po brzegi.
Piloci, inżynierowie, szeregowi członkowie załóg okrętów - jednym słowem
znajdowała się na niej cała załoga PMG, której udało się przetrwać w trudnych
czasach wojny. Ogromne poruszenie panujące na sali wywołane było po części
tym, że większość załogi nie miała pojęcia, co stanie się już wkrótce.
Kazano im przygotować jednostki do odlotu. Ale gdzie odlatywać, skoro
wszędzie czaiły się Psy...
Nagle otworzyły się główne drzwi i wszyscy zamilkli. Do sali wszedł kontradmirał
Ixer, hetman polny PKI i dawny Szef Spraw Wewnętrznych Marynarki. Dziś
żadne tytuły nie miały już znaczenia. Obok niego stanął porucznik VoyTass
- człowiek, bez którego prawdopodobnie cała Marynarka podzieliłaby los
żołnierzy poległych pod Plutonem, podczas eksplozji Marsa i obronie Ziemi.
Na widok oficerów cała sala wstała natychmiast. Ixer machnął niedbale
ręką, co najprawdopodobniej miało oznaczać "siadajcie, nie czas teraz
na takie pierdoły". Stanął na podwyższeniu, rozejrzał się po sali
i powiedział:
- Jak zapewne wszyscy wiecie, Baza Jowisz nie stanowi dla nas wystarczającej
ochrony - na sali nie odezwał się nikt. Ixer kontynuował. - Jak zapewne
tylko niektórzy z was wiedzą, Psy znają naszą bazę doskonale. Już pewnie
zdążyli ją umieścić na swoich mapach turystycznych.
Na sali zapanowało ponownie poruszenie. Widząc przerażone twarze żołnierzy,
Ixer mówił dalej.
- Tak, to prawda. Psy wiedzą o tej bazie od bardzo dawna. Nie atakowały
jej jednak, bo cały czas czekały, aż zbierzemy się tu wszyscy, by dopiero
wtedy dokonać aktu ostatecznej zagłady - w tym momencie jeden z żołnierzy
zemdlał. Ixer nie zwrócił na to uwagi. - Zapewne prawie nikt z was nie
wie, że w stronę Bazy Jowisz kieruje się obecnie wroga flota o liczebności
zbliżonej do floty, którą Psy wystawiły do bitwy pod Plutonem - Ixer popatrzył
na dwóch żołnierzy próbujących ocucić swojego kolegę. - Sytuacja wydawałaby
się beznadziejna, zwłaszcza, że nie możemy wciąż nawiązać kontaktu z Ziemią...
Nie bójmy się jednak! - hetman wyraźnie podniósł głos. - Kiedy Psy tu
dotrą, już nas tu nie będzie, i nie oznacza to wcale, że będziemy na tamtym
świecie...
- Czy mamy przez to rozumieć, że znowu będziemy się szwędać po Układzie
Słonecznym i Psy nas niby nie wykryją? A może pański generator maskujący
zdoła nas wszystkich przed nimi ukryć... - zapytał nagle jeden z siedzących
na sali oficerów, w jego słowach czuć było ironię.
- Nie, komandorze, nasz generator ma ostatnio... pewne problemy techniczne.
- tu Ixer spojrzał srogim wzrokiem na siedzącego w drugim rzędzie porucznika
Kowalskiego. - Jak już mówiłem, nasza sytuacja wydawałaby się beznadziejna,
gdyby nie wspaniała załoga tej oto bazy. Oni bowiem skonstruowali urządzenie,
które pozwoli w jednej chwili przenieść całą naszą flotę w okolice Plutona,
gdzie być może uda się nam odbudować to, co teraz jest złomem na orbicie
Jowisza. Niedawno przybyły komandor Oris przekazał nam bardzo ważne informacje,
które prawdopodobnie pozwolą nam na dalsze prowadzenie walki. Jakieś pytania?
- Że co? Że niby mamy się tam teleportować jak na jakimś tanim amerykańskim
filmie?!
- Niezupełnie jak na filmie - wtrącił się porucznik VoyTass. - Wykorzystując
zakrzywienie czasoprzestrzenne, nasze okręty będą mogły bardzo szybko
osiągać wielkie odległości. Wykonaliśmy podstawowe testy i wszystko działa
bez zarzutu. Nie wiemy jednak, jak system zadziała na większej flocie.
- Jaką więc mamy pewność, że cały ten teleporter nie pochłonie nas jak
zwykła czarna dziura?
- Żadną. Oczywiście jak ktoś nie chce, nie musi lecieć. Potrzebujemy kogoś,
kto odciągnie Psy, na wypadek gdyby lot ich floty był szybszy, niż obliczyliśmy...
Zapadła cisza.
- Nie zostało nas wielu - ponownie zaczął mówić Ixer - Wielu z nas oddało
życie za Ojczyznę, za pokój we Wszechświecie, za wolność. Być może my
też wszyscy zginiemy. Jedno wiem na pewno, nie będziemy bezczynnie czekać
i patrzeć, jak wróg niszczy to, co stało się dorobkiem naszej cywilizacji.
Nie poddamy się. Za 3 godziny rozpoczynamy operację "Exodus".
Ku Chwale Najjaśniejszej Rzeczypospolitej. I niech Bóg nas błogosławi...
*****
Baza Jowisz, na chwilę przed odlotem
Dwa wielkie okręgi szybko kręciły się wokół wspólnej osi, tworząc w centrum
zawirowania grawitacyjne. Niedaleko, bo jakieś sto kilometrów dalej, niewielka
flota Marynarki Ziemskiej niezgrabnie tworzyła szyk marszowy i po kolei
ruszała w stronę urządzenia. Na samym początku leciały dwa kolosy: "Piłsudski"
oraz "Isaak B. Asimov", tuż za nimi trzy transportowce, potem
kilka niszczycieli. Na samym końcu, osłaniając cały szyk leciał powoli
krążownik porucznika Kopernika - "Kłuszyn". A zza tarczy Jowisza
właśnie zaczynały się wyłaniać, jeden za drugim, okręty bojowe Psów. Już
kilka z nich znajdowało się w dogodnej do ataku odległości, kiedy pierwszy
ziemski statek przekraczał bramę. Tylko nagły rozbłysk sygnalizował, że
nie przeleciał on po prostu na drugą stronę. Za nim,. Po kolei w rozbłyskach
światła znikały kolejne okręty.
Pierwsza salwa wroga trafiła prosto w "Kłuszyna", nie wyrządzając
mu jednak większych szkód.
Stojący na mostku bojowym porucznik Kopernik spokojnie patrzył na ekran
i widoczne na nim doskonale, w świetle odbitego od Jowisza słońca, okręty
Psów. Stał spokojnie i czekał.
- Poruczniku, lanca rozgrzana... Możemy strzelać. - głos chorążego wyrwał
go z zadumy - Nie ma chyba na co czekać.
- Ależ jest - Kopernik uśmiechnął się szeroko - jak najbardziej jest.
Poczekamy aż podlecą bliżej. A w tym czasie, niech pan, panie chorąży
zabierze log pokładowy na sondę i wystrzeli ją w stronę bramy. I proszę
włączyć interkom. Na ogólny, niech nas słyszy cała flota. Powiem kila
słów.
Siedzący przy konsoli kadet szybko spełnił żądanie dowódcy. Wiszący na
ścianie głośnik zaszumiał. Kopernik rozejrzał się wokoło i zaczął mówić:
- Tu dowódca okrętu Polskiej Marynarki Gwiezdnej "Kłuszyn",
porucznik Kopernik. Za chwilę ja wraz z tymi, którzy zechcą pozostać na
pokładzie, stoczymy naszą ostatnią walkę. Dlatego też ci, którzy chcą
odlecieć, proszeni są o to, aby udali się do kapsuł. Nie będą oceniani,
nikt ich nie będzie potępiać.
Po tych słowach nastała chwila ciszy. Nie długo jednak. Już po chwili
na całym okręcie rozległ się hymn Polski. Najpierw po cichu, jednak z
każdą sekundą coraz donioślejszy... Po chwili śpiewała cała załoga. Wzruszony
Kopernik zaczął mówić dalej, tym razem zwracając się głównie do reszty
okrętów, które właśnie znikały w rozbłyskach.
- My, załoga okrętu bojowego "Kłuszyn", żegnamy się z Wami,
i mamy nadzieję, że jako zalążek nowej Marynarki Gwiezdnej, już niedługo
przegnacie wroga z naszej ziemi. Z tą myślą udajemy się na ostatni bój.
NIECH ŻYJE WIELKA RZECZPOSPOLITA POLSKA!!!! Ku chwale!!!
"Kłuszyn" błyskawicznie skoczył do przodu i ruszył na spotkanie
Psów. Już po chwili jego wszystkie działa plunęły nawałą ognia w stronę
najbliższego okrętu, w jednej chwili pozbawiając go jakichkolwiek możliwości
manewru, a następnie demolując go całkowicie następnymi salwami. W odpowiedzi,
wszystkie wrogie działa skierowały się na niego i odpowiedziały ogniem.
Rzucany w każdą stronę trafiającymi go wiązkami, już po chwili "Kłuszyn"
był tylko kupą złomu. Jednak wciąż odpowiadał. Na jego samym dziobie zaczęła
błyszczeć lanca. Po chwili błysk przeszedł w nieprzeniknioną czerń i w
niewielkiej odległości rozpętało się piekło. Chaotycznie rozrzucone mini
czarne dziury ciągnęły znajdującą się w ich zasięgu materię, rozrywając
ją na strzępy. Nagłe implozje złączyły się w jeden wielki błysk...
Ostatni niszczyciel wpływał szybko w bramę, kiedy w jego głośnikach brzmiały
wersy hymnu narodowego, nadawanego z pokładu walczącego za nim okrętu.
Potem była już tylko rozmazana smuga światła....
Potężna eksplozja nuklearna w jednej chwili zmiotła z powierzchni księżyca
cały kompleks budynków. Po chwili nie mniejsza zamieniła w pył wciąż obracające
się kręgi i rozszerzając się, pochłonęła wrak bohaterskiego okrętu "Kłuszyn"
oraz część floty Psów. Gotujące się piekło niszczyło w swoim zasięgu wszystko,
zrównywało powierzchnię księżyca, niwelowało góry... kilka minut później
nastała cisza...
powrót
|